Prokuratura, a KNF.

Afera związana z KNF pokazuje jak przez mikroskop co się dzieje w prokuraturze oraz do czego i  w jaki sposób  ten organ może być wykorzystywany przez rządzących. Warto zatem przypomnieć i przeanalizować ważniejsze fakty.

Na początku był szok i brak koncepcji co robić, nawet jak w Gazecie Wyborczej ukazał się artykuł  z treści którego jasno wynikało, że jest problem, którego nie da się zlekceważyć. Sprawa była na tyle poważna, że odbyła się narada u premiera z udziałem ministrów Z. Ziobry i M. Kamińskiego oraz ich zastępców. Po naradzie panowie ogłosili, że będzie śledztwo, ale tylko o przekroczenie uprawnień przez szefa KNF. Zapewne dopiero wtedy można było wydać postanowienie o przeszukaniu, co pozwoliło zainteresowanemu na spokojną kilkugodzinną wizytę w biurze. Co tam robił można się tylko domyślać, ale zgodzić się należy, że M. Chrzanowski głupi nie jest.

Dlaczego do wszczęcia śledztwa, ustalenia kwalifikacji prawnej i zarządzenia przeszukania musiała się odbyć narada na tak wysokim szczeblu, tego nie wiadomo, ale domysły można snuć różne.

Kilka dni później minister Z. Ziobro został wezwany do sądu, gdzie miał zostać przesłuchany. Nie stawił się jednak, tylko przez swojego pełnomocnika usprawiedliwił nieobecność z powodu „konieczności osobistego nadzorowania bardzo ważnej czynności”. Jaka to czynność nie poinformowano, ale tak się akurat złożyło, że w tym dniu odbywało się wielogodzinne przesłuchanie zatrzymanego szefa KNF.  Można zatem uznać za pewne, że tę właśnie czynność Prokurator Generalny nadzorował. Nadzór zapewne ograniczał się do nadsłuchiwania co też podejrzany mówi, bo do powiedzenia miał zapewne wiele ciekawych rzeczy. Innego znaczenia ten nadzór nie miał, bo kwalifikacja prawna została uzgodniona na naradzie u premiera. Natomiast każdy kto zna prokuraturę od kuchni wie, że kierunek przesłuchania i listę pytań zatwierdzono jeszcze przed zatrzymaniem podejrzanego. Podejrzany jak się dowiedzieliśmy nie przyznał się do niczego złego i złożył obszerne wyjaśnienia, których treści nie ujawniono. Domyślać się należy, że nie powiedział nic istotnego, bo otrzymał jasne i wyraźne sygnały, że duża krzywda mu się nie stanie :

– prezes NBP wystawił mu laurkę i certyfikat uczciwości i patriotyzmu,

– pozwolono mu posprzątać w biurze i w domu,

– przyjęto możliwie najłagodniejszą kwalifikację prawną,

– wystąpiono o areszt na dwa miesiące, chociaż dla byle włamywacza prokuratura domaga się maksymalnego okresu trzech miesięcy aresztu.

Wydawać by się mogło, że spełnią się nadzieje rządzących i sprawa ucichnie, aż tu ta niedobra Gazeta Wyborcza ujawniła, że prezes KNF za ponad 130.000.000 ( słownie : sto trzydzieści milionów ) złotych wynajął biura dla swojej instytucji. Zostawmy na boku całą otoczkę, a zastanówmy się jaka byłaby rola prokuratury w zawarciu tej umowy. Okazuje się bowiem, że prezes KNF aby zawrzeć umowę miał udać się do aresztu,w którym przebywał jego kontrahent. W końcu umowę podpisał z pełnomocnikiem . Szkoda, że nie uczynił tego w areszcie, bo wtedy  :

– musiałby uzyskać zgodę prokuratora na widzenie z aresztowanym, które mógł uzyskać dopiero po wykazaniu ważnego interesu,

– musiałby uzyskać zgodę prokuratora na wniesienie na teren aresztu dokumentów,

– musiałby uzyskać zgodę prokuratora na podpisanie przez aresztowanego tych dokumentów,

– musiałby uzyskać zgodę prokuratora na pozostawienie aresztowanemu kopii podpisanych dokumentów.

Pozostaje mieć nadzieję, że prokurator nie udzieliłby zgody na te czynności jako sprzeczne z interesem Państwa.

Na tym jednak nie koniec spektaklu z KNF pod reżyserią prokuratury. Zatrzymano bowiem poprzednie kierownictwo KNF i zdaniem prokuratora Święczkowskiego, to dopiero jest afera,a nie to co było udziałem obecnego prezesa KNF. W sprawie KNF prowadzone są zatem  dwa śledztwa. KNF ma siedzibę w Warszawie i w Warszawie działali wszyscy podejrzani w obu śledztwach. Student prawa wie, że właściwa w takiej sytuacji jest prokuratura w Warszawie. Jednak kierownictwo prokuratury skorzystało ze swoich uprawnień i jedno śledztwo prowadzone jest na południowym krańcu Polski, a drugie na północnym krańcu.Dlaczego tak zarządzono nie wiadomo i można snuć różne domysły. Jedno jest jednak pewne, a mianowicie, że nie usprawnia prowadzenie śledztwa kilkaset kilometrów od miejsca przestępstwa, w którym znajdują się wszystkie niezbędne dokumenty i w którym pracują i mieszkają liczni świadkowie, których trzeba przesłuchać.

Nie sposób pominąć dziwnej kwalifikacji prawnej, jaka została przez prokuraturę zastosowana. W obu śledztwach zarzuty są stawiane z art. 231 kk. Trudno się wypowiadać o słuszności tej kwalifikacji w przypadku śledztwa w Szczecinie, bo nie znam stanu faktycznego. Jednak w śledztwie katowickim stan faktyczny jest znany, bo stenogram z wypowiedziami prezesa KNF został opublikowany. Jednoznacznie z niego wynika, że pan prezes żądał korzyści majątkowej, przy czym nie ma znaczenia czy żądał jej dla siebie czy dla innej osoby. Skoro tak to ewidentnie wyczerpał znamiona przestępstwa z art. 228 § 3 i 4 kk. Jakby ktoś miał wątpliwości, to przypomnieć wypada, że art. 231 kk ma charakter subsydiarny i w jego § 4 wyraźnie zapisano, że nie ma on zastosowania w przypadku wyczerpania znamion przestępstwa z art. 228 kk. Skoro jednak na naradzie u premiera, z udziałem kierownictwa prokuratury i organów ścigania, ustalono kwalifikację prawną, to co ten biedny prokurator z Katowic ma zrobić.

Z pewnością to nie koniec spektaklu z KNF i prokuraturą w rolach głównych, a rządzący nie po to zawłaszczyli prokuraturę żeby nie użyć tego narzędzia, gdy grunt się pali pod nogami. Na pewno prokuratura jeszcze nieraz nas zadziwi. Oby pozytywnie.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *