Polski thriller prawniczy.

         Wbrew tytułowi nie będzie to o polskiej rzeczywistości tylko o literaturze. Każdy ma jakąś słabość, a ja nie jestem wyjątkiem. Moja słabość jest na szczęście niegroźna, bo jest nią zamiłowanie do thrillerów prawniczych. Filmów na ten temat nie ma za wiele, więc skupiam się głównie na książkach. Johna Grishama mam całą półkę, a książki von Schiracha, Marka Gimeneza czy znakomitego Gianrico Carofiglio stanowią moją ulubioną lekturę.  Zawsze przyjemnie jest poczytać o skomplikowanych intrygach, nieugiętych obrońcach sprawiedliwości, sędziach, którzy nawet jak są niechętni wobec bohatera, to jednak skrzętnie przestrzegają procedur, a przede wszystkim o tym, że wbrew wszelkim przeciwnościom losu, sprawiedliwość w końcu triumfuje.

           Nic dziwnego, że jak na polskim rynku wydawniczym pojawiły się książki Remigiusza Mroza, zgodnie okrzyknięte jako znakomite i to zarówno przez krytyków, jak i wydawców, a przede wszystkim czytelników – to nie mogłem sobie odmówić lektury. Uznałem, że dodatkowym argumentem przemawiającym za autorem jest jego wykształcenie prawnicze, a nawet tytuł doktora nauk prawnych, co stanowi gwarancję, że fikcja literacka nie przesłoni rzeczywistości prawnej.

            Zacząłem od lektury „Kasacji”. Jeżeli ktoś nie czytał to przypomnę, że cała intryga zasadza się na tym, że sprawa dość beznadziejna, zakończona niekorzystnymi wyrokami w dwóch instancjach kończy się pomyślnie w postępowaniu kasacyjnym przed Sądem Najwyższym.  Wszystko byłoby ok., gdyby nie obowiązująca procedura. Po pierwsze nie ma możliwości wniesienia kasacji w sprawie karnej, opartej tylko na kwestionowaniu stanu faktycznego z wnioskiem o ponowne przesłuchanie świadków. Taka kasacja nie zostałaby przyjęta do rozpoznania, a dość prawdopodobne, że SN zawiadomiłby rzecznika dyscyplinarnego samorządu adwokackiego o rażącym naruszeniu prawa przez autora kasacji. Po to wprowadzono przymus adwokacki przy sporządzaniu kasacji, żeby zapewnić choćby minimalny poziom prawny skargi kasacyjnej. W omawianej książce SN jednak kasację rozpatrzył, świadków kolejny raz przesłuchał, stan faktyczny zmienił, ale nie uchylił zaskarżonego wyroku i nie przekazał sprawy do ponownego rozpoznania, tylko sam wydał wyrok korzystny dla autorki kasacji.

Zniechęcony postanowiłem zrezygnować z dalszej lektury twórczości R. Mroza.

Niedawno zostałem jednak obdarowany kolejną jego książką pt. „Zaginięcie”. Po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że w końcu każdy może się raz pomylić i zawsze należy dawać drugą szansę. Dlatego zacząłem lekturę z nadzieją, że jednak fikcja literacka nie zastąpi całkowicie rzeczywistości.  Okazało się jednak, że nie jest to takie proste.

Już na str. 30 dowiadujemy się , że p. mecenas z aplikantem stawiają się na policji uzbrojeni w telefon polecający z Warszawy zamiast pełnomocnictwa. Jak poucza p. mecenas swojego aplikanta pełnomocnictwa nie mogą złożyć bo nikomu nie przedstawiono zarzutu. Do tej pory myślałem, że rodzice zaginionego dziecka mają status pokrzywdzonych, a więc są stroną postępowania ze wszystkimi konsekwencjami, w tym również z prawem korzystania z pomocy adwokata na podstawie udzielonego pełnomocnictwa, ale widocznie się myliłem.

Wizyta na komendzie sprowadziła się do tego, że p. mecenas nie zapytała o ustalenia śledztwa ani nie złożyła wniosków dowodowych. Ograniczyła się do obrażenia uprzejmego policjanta przy użyciu wulgarnych słów. Popełniła tym samym przestępstwo z art. 226 kk zagrożone niziutką karą roku kryminału, po czym wyszła nie uzyskawszy niczego oprócz wątpliwej satysfakcji.

Pośpieszyła do swoich klientów, którzy akurat w międzyczasie zostali aresztowani. Spotkało się to z żywą reakcją p. mecenas w postaci kolejnych wulgaryzmów pod adresem policjantów. Ci wyjaśnili, że : „Sąd przychylił się do wniosku prokuratora o tymczasowe aresztowanie”. (str. 60 – 61).

W ten sposób dowiadujemy się, że można zostać aresztowanym bez przedstawienia zarzutów i przesłuchania przez prokuratora, a także bez przesłuchania przez sąd. O udziale adwokata w tych czynnościach nie wspominając.

W tej sytuacji p. mecenas i jej aplikant udali się do aresztu na rozmowę z klientem. Jak wyjaśnia autor nie musieli wystosować wniosku o widzenie i mogli się widywać z aresztowanym bez ograniczeń. (str. 68). Należy rozumieć, że nie potrzebowali zgody prokuratora. Co prawda art. 73 kodeksu postępowania karnego stanowi, że zgoda prokuratora jest konieczna, a nadto, że prokurator lub osoba przez niego wyznaczona przez pierwsze 14 dni od aresztowania, może być obecny przy widzeniu, ale to jest szczegół.

Widzenie odbyło się przez szybę z pleksi przy użyciu telefonu.

Uznałem, że to wystarczy i na tym przerwałem lekturę. W końcu nie ma się czego czepiać, bo to tylko fikcja literacka. Tym niemniej doktora nauk prawnych Remigiusza Mroza stawiam w jednym rzędzie z doktorami prawa Jarosławem Kaczyńskim i Andrzejem Dudą. Towarzystwo całkiem zacne.

Pewnie bym o tym nie pisał, gdyby nie to, że poziom znajomości prawa w naszym społeczeństwie jest tragiczny, a ludzie czerpią wiedzę z telewizji i lektury. Mój kolega pozbył się klienta, który ciągle domagał się, żeby prowadzić sprawę tak jak w „Prawie Agaty”. Pewnie wielu chciałoby mieć takiego adwokata jak adwokat z twórczości R. Mroza.

Ale nie ma się czym przejmować. Powoli rzeczywistość zaczyna przerastać fikcję literacką.

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *