Spadek.

Sprawa wydawała się prosta i oczywista. Klient zlecił mi popieranie złożonego przez niego do sądu wniosku o stwierdzenie na podstawie ustawy nabycia spadku po matce, bowiem nie pozostawiła testamentu. Stosowny wniosek złożył już do sądu, jednak sąd zażądał odpisów wniosku i aktów stanu cywilnego. Nie chcąc korespondować z sądem postanowił mi zlecić poprowadzenie sprawy. Byłem trochę zdziwiony, bo takie sprawy ludzie na ogół załatwiają sami w sądzie lub u notariusza, a adwokatowi zleca się prowadzenie sprawy, gdy są kłótnie w rodzinie lub niejasności związane z testamentem. Kierując się tym doświadczeniem zapytałem ponownie czy na pewno nie było testamentu. Klient zawahał się, a potem powiedział :

– Ojciec coś mówił, że ta sprawa jest całkiem niepotrzebna. Ale zostało mieszkanie po matce, a ojciec jest już stary więc trzeba to jakoś uregulować. Nie chciałem z ojcem dyskutować, chociaż wspominał coś o jakichś dokumentach.

– A ile ojciec ma lat – spytałem.

– Ma już 94 lata i nie wychodzi z domu, więc pewnie do sądu nie przyjdzie. Jest jeszcze siostra i dwaj bracia, ale oni nie są zainteresowani.. Zostali przez sąd powiadomieni o sprawie.

Udałem się do sądu i zapoznałem się z aktami. Wszystko się zgadzało, tylko zdziwiłem się, bo w aktach było pismo ojca, w którym jednym zdaniem stwierdził, że sprawa jest niepotrzebna. Nie pisał jednak dlaczego.

Kilka dni potem odbyła się rozprawa. Poparłem wniosek precyzując, że ojcu należy się ¼ spadku, a dzieciom po 3/16, wniosłem o przeprowadzenie dowodu z dołączonych do akt aktów stanu cywilnego oraz odebranie od klienta zapewnienia spadkowego. Usiadłem pewny, że na tym praktycznie moja rola się kończy. Sędzia, młody i dokładny człowiek, przystąpił do odbierania zapewnienia spadkowego. Spytał o datę zgonu matki, ilość dzieci oraz czy był testament.

W trakcie protokołowania odpowiedzi mojego zleceniodawcy drzwi otworzyły się i wszedł żwawy staruszek. Był ubrany w obszerne dzinsy i kurtkę koloru khaki, poruszał się sprawnie przy pomocy laski i niósł plastikową torbę reklamówkę.

– Czy tu się odbywa sprawa spadkowa mojej żony – spytał tubalnym głosem.

– Kim pan jest – spytał sędzia.

– Nic nie słyszę.

– Ma pan kłopoty ze słuchem ? – sędzia spytał podniesionym głosem.

– Słabo słyszę, ale jak ktoś ma dobrą dykcję to wszystko rozumiem. Ale pana nie rozumiem. Jestem ojcem tego tu – staruszek machnął laską w stronę mojego klienta.

Sędzia stropił się wyraźnie, nie przyzwyczajony do takiego traktowania, ale nie zareagował na krytykę, tylko polecił protokolantce postawić krzesło koło stołu sędziowskiego.

– Proszę usiąść i słuchać co mówi wnioskodawca, a potem ustosunkować się do tego.

Mój klient dokończył składanie zapewnienia spadkowego, po czym sędzia głośno odczytał z ekranu monitora cały protokół i spytał staruszka o nazwisko i adres, sprawdził jego dowód osobisty oraz zapytał czy zgadza się z tym co powiedział jego syn.

Staruszek znowu tym tubalnym głosem powiedział :

– Mówiłem i pisałem, że sprawa jest niepotrzebna. Żona zostawiła testament.

– Ma pan ten testament ?

– Mam – staruszek pogrzebał w reklamówce i podał sędziemu kartkę papieru wypełnioną ręcznym pismem.

Sędzia podyktował do protokołu, że uczestnik postępowania okazał testament odręczny spadkodawczyni i spytał

– To jedyny testament, który żona zostawiła ?

– Nie – odparł staruszek. – Wiem, że testament odręczny jest często kwestionowany, to poszliśmy do notariusza i spisaliśmy testamenty u notariusza, żona i ja też.

– A ma pan ten testament ?

– Tak – staruszek poszperał znowu w reklamówce i podał sędziemu kolejną kartkę papieru, tym razem zadrukowaną i opieczętowaną.

Sędzia poczytał i podyktował do protokołu, że okazano testament notarialny, w którym do całości spadku powołana została córka, a siostra mojego klienta.

– To dlatego pan napisał do sądu, że sprawa jest niepotrzebna – spytał sędzia.

– Napisałem, bo po żonie nic nie zostało, tylko rzeczy osobiste.

– A mieszkanie – nie wytrzymał mój klient.

Staruszek obrócił się na krześle i spojrzał na mojego klienta, który zamilkł pod tym spojrzeniem i jakby się skurczył.

– Mieszkanie dawno darowaliśmy córce – znowu poszperał w reklamówce i podał sędziemu kolejny dokument.

Sędzia spytał z kolei mojego klienta czy dwanaście lat temu, gdy jego matka sporządzała testamenty i darowiznę mieszkania była zdrowa psychicznie, miała możliwość rozpoznawania znaczenia swoich czynów i wiedziała co robi. Pytał o to, bo zapewne spodziewał się kwestionowania ważności testamentu. Mój klient odpowiedział, że nie ma żadnych zastrzeżeń do zdrowia matki i na pewno wiedziała ona co robi.

– Jakie wnioski panie mecenasie ? – spytał sędzia.

Poprosiłem o dziesięć minut przerwy i możliwość zapoznania się z dokumentami. Sędzia zgodził się i podał mi dokumenty złożone przez staruszka. Przestudiowałem je, a klient zaglądał mi przez ramię. Zarówno akt notarialny zawierający testament, jak i akt notarialny darowizny mieszkania, nie budziły wątpliwości. Powiedziałem o tym klientowi i spytałem czy chce kwestionować ważność testamentu, przy czym uprzedziłem, że praktycznie nie ma na to szans. Klient zgodził się ze mną i powiedział, że nie ma zamiaru kwestionować ostatniej woli matki.

Złożyłem wniosek o stwierdzenie nabycia spadku na podstawie testamentu. Sędzia przyjął to z widoczną ulgą. Miał zapewne złe doświadczenia z innych spraw i spodziewał się, że będziemy kwestionowali testament. Musiałby wtedy prowadzić żmudne postępowanie dowodowe z udziałem biegłych, a tak sprawa była łatwa i prosta.

– A nie mówiłem, że sprawa była niepotrzebna – podsumował triumfalnie staruszek.

Po wyjściu z sali rozpraw mój klient zwrócił się do ojca :

– Odwiozę cię do domu tatusiu.

Staruszek zmierzył go znowu od stóp do głowy i powiedział :

– Możesz mnie odwieźć na przystanek, dalej pojadę tramwajem – Pożegnał się ze mną podając rękę i żwawo poszedł do windy, a syn podreptał za nim.

 

Kilka dni później klient pojawił się u mnie w kancelarii i spytał :

– Co teraz zrobimy panie mecenasie ?

– Obawiam się, że już nic nie możemy zrobić – odpowiedziałem – Może się pan domagać od siostry  zachowku, ale pana matka chyba nie zostawiła żadnego wartościowego majątku.

– A mieszkanie ? – nie tracił nadziei.

– Mieszkanie zostało darowane ponad dziesięć lat temu, więc nie wchodzi do majątku, od którego można domagać się zachowku.

– To po co była ta cała sprawa ? – spytał.

– Gdyby pan porozmawiał o tym z ojcem, przeczytał te dokumenty, które ojciec pokazał w sądzie i przyszedł do mnie po poradę – to powiedziałbym panu jakie są szanse. Pan sam wniósł sprawę do sądu, nie pytając ojca o testament i darowiznę, ani nikogo o radę i dlatego takie są skutki.

Nie powiedziałem, że liczenie na to, że ktoś nie przyjdzie do sądu bo jest stary, bywa zawodne. Gdy wychodził zgarbiony i zmartwiony – miałem wrażenie, że słyszę tubalny głos staruszka – „ A nie mówiłem, że ta sprawa jest całkiem niepotrzebna”.

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *